środa, 27 sierpnia 2014

27 sierpnia 2014 r.

Hej! Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale jakoś mi się nie chciało.
W sobotę był ślub mojej siostry. Gdybym miała opisać wszystko, trwałoby to wieczność, ale i tak to zrobię.
Zaczęło się w piątek na wieczór, kiedy chciałam (jak już wcześniej pisałam w poprzednich postach) mieć loki. Dlatego moja mama, moja siostra (ma na imię Asia) i żona mojego brata (ma na imię Paulina) zrobiły papiloty z papieru i starej poszewki na poduszkę, a potem nakręciły mi na włosy.
W sobotę pomagałam mojemu bratu (ma na imię Maciek) powiesić na podwórku dekoracje. Przyszła też, jak zwykle, kicia (nie mówiłam jeszcze, że codziennie przychodzi do nas taka kotka, którą karmimy. Ona jest chyba niczyja, ale jest bardzo miła- można ją głaskać i brać na ręce. Jest jak pies, łasi się i chodzi za ludźmi. Poza tym, ona jest w ciąży. Nie mogę się doczekać, kiedy urodzi!). Potem Maciek nadmuchiwał balony, moja mama i mój tata zawiązywali balony, a ja wkładałam je do pudełka. Mojej mamie zawiązywanie szło lepiej. Aż nagle, kiedy mój tata zawiązywał jednego balona, ten zrobił prrr!, a on się zdenerwował, że nie umie i nie będzie dmuchał balonów, po czym poszedł sobie. To było śmieszne!
Kiedy Asia wróciła od fryzjera i kosmetyczki, zdenerwowała się, że fryzjerka zrobiła jej w pewnym miejscu takie rogi, i wygląda jak baran, a przez makijaż wygląda jak Chińczyk, dlatego wygląda jak chiński baran. Bez przesady!
Potem Paulina i moja mama poszły do kosmetyczek.
Gdzieś z półtorej godziny przed ślubem przyszła do nas do domu świadkowa (ma na imię Aga i jest siostrą pana młodego, który ma na imię Marcin). Pomogła mojej siostrze dopracować wszystkie szczegóły. Paulina też bardzo pomogła, bo odkurzyła nam w domu i powiedziała Asi, jakich rzeczy potrzebuje do torby awaryjnej.
Potem zaczęła się schodzić rodzina. Przyszedł zespół, który grał muzykę. Maciek był świadkiem Marcina, ale potem przyjechali białym, ładnie ozdobionym autem. Potem rodzice pobłogosławili młodą parę, i pojechaliśmy pod kościół. Były jeszcze fotki, ale słońce tak raziło, że prawie na każdym zdjęciu miałam przymrużone oczy.
W kościele była Msza Święta. Była wymiana obrączek, przysięga małżeńska itp.
Potem było rzucanie ryżem, a następnie ludzie, którzy byli zaproszeni tylko na ślub, składali życzenia, a ja trzymałam kosz z cukierkami i im dawałam.
Pojechaliśmy pod lokal, gdzie miało się odbyć wesele. Wtedy ludzie, którzy zostali zaproszeni także na nie, składali życzenia.
Potem ludzie pili szampana (ja nie, jestem jeszcze za młoda).
Dania były bardzo dobre, moim zdaniem było ich nawet trochę za dużo.
Potem Asia i Marcin odtańczyli taniec, który ćwiczyli ponad rok. Był to rock' n' roll, dlatego się do tego przebrali. Byli naprawdę nieźli!
Ja robiłam różne rzeczy np. gadałam z Marysią. Poszłam też trochę na plac zabaw, który był spoko. Trampolina (choć mniejsza od mojej), zjeżdżalnia, taki domek, huśtawki i różne rzeczy do wspinania się.
Na sali była też fotobudka, czyli takie miejsce, gdzie można wejść, włożyć różne akcesoria (były tam kapelusze, peruki, maska do nurkowania, pompony czirliderki, szale, parasolka i inne rzeczy), a potem zrobić sobie dwa zdjęcia. Każde zdjęcie wychodziło po dwa razy. Dlatego jedne dwa zdjęcia można było wkleić do księgi gości i napisać życzenia dla młodej pary, a drugie po prostu zachować na pamiątkę.
Było fajnie, ale najlepiej było, kiedy cały czas łapałam dwoma rękami  Paulinę za rękę i ją kręciłam, aż prawie się wywróciła, lecz potem Paulina powiedziała, abym zakręciła jej tatę! Zgodziłam się, ale szybko straciłam panowanie i okazało się, że to on zakręcił mnie!
Niestety, potem zabolał mnie brzuch, lecz na szczęście Paulina i Maciek nocowali w tym lokalu, dlatego dali mi klucz i pozwolili pójść do ich pokoju trochę poleżeć. Dość szybko poczułam się lepiej.
Potem były tańce i jeszcze raz tańce.
Wesele skończyło się po czwartej. Moi rodzice pakowali jeszcze do samochodu ciasta i mięsa, które zostały z wesela.  
W niedzielę był jeszcze obiad "poprawinowy". Na niego była zaproszona już prawie tylko rodzina.
Uff! Udało mi się opisać wszystko...
Tak w ogóle, to wczoraj poszłam z mama i przyjaciółką do fryzjerki, która podcięła mi włosy o ok. 15 cm. Szczerze, teraz (moim zdaniem) wyglądam dużo lepiej.
To cześć! Miłego powrotu do szkoły (to już za kilka dni) :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz